Anka Dobrzyn: Które tradycyjne techniki tkackie znasz i lubisz najbardziej? Z tego, co mi wiadomo, znasz właściwie wszystkie. A które lubisz?
Eugeniusz Markiewicz: Prawie wszystkie techniki lubię – lubię je zmieniać. Każda jest piękna: lubię wielonicielnicówkę, i broszowanie, i perebory, i te perebory nadbużańskie, i zwykłe, i sejpakowe tkanie. Uwielbiam w sumie wszystko, czasem atrakcją jest nawet tkanie zwykłego lnianego płótna. A szczególnie ze swoich nitek, które sam zrobiłeś – wtedy zwykły płócienny splot jest atrakcją!
Anka: Czyli materiał, sama przędza, też ma znaczenie?
Eugeniusz: Oczywiście, przędza ma znaczenie! Kiedyś moja babcia mówiła: ładne nitki, ładnej tkaniny.

Anka: A która technika jest najtrudniejsza?
Eugeniusz: Zależy, dlaczego jest trudna. Na przykład: dla kogoś może, jeżeli chodzi o techniczną część, trudna jest wielonicielnicówka. Nie mówię o czterech nicielnicach; mówię o ośmiu, o dziewięciu. Jeżeli trzeba wyregulować takie ludowe krosna, czy Glimakrę nawet (choć Glimakrę trochę jest lepiej), to jest to trudne technicznie. Dla mnie to nie jest komplikacją, wręcz mnie to podkręca: lubię nałożyć nicielnice, wyregulować. Jeżeli chodzi o czasochłonność: moim zdaniem jest mega trudna tkanina broszowana. Ona rozszerza artystyczne możliwości: coś można stworzyć, coś wyłożyć, kolory, wzory… Ale jest bardzo czasochłonna, bo wszystko ręcznie się wybiera. Jeżeli mówimy o wielonicielnicówce: przygotowanie długie, proces szybki. Czasochłonne są, jak i kilimy, dywanowe tkaniny. Im więcej kolorów, tym mniejsza prędkość tego tkania. I od tego zależy trudność tkaniny. A na przykład perebory: rzadsza osnowa, krótsza nitka, będzie szybciej przybywało. Ale można wziąć nitki cienkie, kształtów 30 do szycia; już będzie tkanina słabiej przyrastać! Każdą technikę uważam za skomplikowaną, wszystko wychodzi w praniu. Jak sobie zaplanujesz materiał – to ma mega znaczenie.
Anka: A która technika jest najtrudniejsza?
Eugeniusz: Zależy, dlaczego jest trudna. Na przykład: dla kogoś może, jeżeli chodzi o techniczną część, trudna jest wielonicielnicówka. Nie mówię o czterech nicielnicach; mówię o ośmiu, o dziewięciu. Jeżeli trzeba wyregulować takie ludowe krosna, czy Glimakrę nawet (choć Glimakrę trochę jest lepiej), to jest to trudne technicznie. Dla mnie to nie jest komplikacją, wręcz mnie to podkręca: lubię nałożyć nicielnice, wyregulować. Jeżeli chodzi o czasochłonność: moim zdaniem jest mega trudna tkanina broszowana. Ona rozszerza artystyczne możliwości: coś można stworzyć, coś wyłożyć, kolory, wzory… Ale jest bardzo czasochłonna, bo wszystko ręcznie się wybiera. Jeżeli mówimy o wielonicielnicówce: przygotowanie długie, proces szybki. Czasochłonne są, jak i kilimy, dywanowe tkaniny. Im więcej kolorów, tym mniejsza prędkość tego tkania. I od tego zależy trudność tkaniny. A na przykład perebory: rzadsza osnowa, krótsza nitka, będzie szybciej przybywało. Ale można wziąć nitki cienkie, kształtów 30 do szycia; już będzie tkanina słabiej przyrastać! Każdą technikę uważam za skomplikowaną, wszystko wychodzi w praniu. Jak sobie zaplanujesz materiał – to ma mega znaczenie.
Anka: A tak jak trochę Cię poznałam, to zauważam, że najtrudniejsza jest ta, którą właśnie zaczynasz robić, bo się wziąłeś za nią i się uczysz jej na nowo.
Eugeniusz: Tak, ta, która jest przed tobą, jest zawsze najtrudniejsza. Dla mnie najtrudniejsza jest też połowa tkaniny. Jak już od razu jesteś podekscytowany, chcesz zobaczyć co ci wyjdzie, to początek lecisz, lecisz, lecisz! A bliżej środka już się nudzi… Ja tak mam: jeżeli się zmuszę i przeborykam przez ten środek, to już skończę tę tkaninę. Pod koniec to też już wesoło idzie, z górki, lecisz, szybciej utkasz. Ten środek przekroczyć: to taka jest bariera.
Anka: Czyli najtrudniejszy jest środek tkaniny.
Eugeniusz: Właśnie – nie ważne, która technika, ale już jak jesteś za połową, już jest z górki! Początek zawsze jest ciekawy: jak to wygląda, jak to wyjdzie, jak już raport lecisz. Później już zobaczyłeś raport i ten środek… Musisz się zmusić. Bliżej końcówki to już leci z górki, już szybciutko.
Anka: A czy majstrujesz przy starych wzorach, czy je odtwarzasz?
Eugeniusz: To też zależy. Lubię bardzo odtwarzać tkaniny, lubię nawet te łączenia kolorystyczne, te stare kolory. To też dla mnie było sztuką – to, jak były łączone. Na przykład dobranie wzoru czerwonego, jeżeli chodzi o perebory, jest trudne: wpływa na to kolor osnowy, kolory wątku. Jak to połączyć, żeby to się nie gryzło? Czasami wzór chcę odtworzyć, to też sztukuję: mam takie nici, chcę taką wielkość… I już muszę posztukować, żeby odtworzyć podobnie, mając inny materiał. Niestety ze współczesnymi materiałami jest ciężko odtworzyć starą tkaninę. Każda tkaczka przędła inaczej, pod siebie. Nawet sprząść ten materiał: jakość, sztywność czy miękkość nitki; bardzo ciężko to odtworzyć. Dla mnie to jest ciekawe, lubię odtwarzać, ale zawsze jakiś mój dodatek w tym jest. Własna wizja, połączenie koloru. Nie masz takiego koloru, sztukujesz podobnie, żeby to się nie gryzło. Lubię odtwarzać stare wzory, stare tkaniny, przede wszystkim po to, żeby pokazać, jak to jest piękne. Proste, czasami bardzo proste rozwiązanie, ale jest piękne!
Anka: I już przetestowane, przez pokolenia.
Eugeniusz: Tak, a to co, uwielbiam w ludowym tkaniu, to to, że czasami jak ci się wydaje, że coś jest bardzo skomplikowane, to jesteś na złej drodze. Dlatego, że w ludowym tkactwie nie było komplikacji, wszystko było proste i logiczne. Jak brniesz i myślisz: jaka komplikacja…! Już jesteś na złej drodze. Myśl, żeby to było jak najprostsze. To były bardzo proste triki. Na przykład ostatnio przy tkaninach pereborowych z kwiatami: myślałem, że tam jest kolor czerwony, później tło, kolor biały. I tkałem, i wychodziło podobnie, ale nie było to. Jedna podpowiedź starszej tkaczki: zielony, biały, biały, zielony, czerwony, biały, biały, czerwony, rozwiązała problem! Wszystko, jedna malutka wskazówka.
Anka: Czy myślisz, że ludziom się jeszcze podobają tradycyjne tkaniny?
Eugeniusz: To jest oczywiście jak ze wszystkim: będą hejterzy, które zajmą się czymś zupełnie innym. Dużo ludzi ma jeszcze wspomnienia z domów, jeżeli są z regionów, w których tkanin było dużo. Widzą w tym coś pięknego. Uważam, że w każdej takiej tkaninie jest dusza, powplatywane emocje tej tkaczki. Coś jest w tych tkaninach, bo to jest stworzone ręcznie, to nie jest równo…
Anka: A myślisz, że wszyscy to czują?
Eugeniusz: Nie. Ludzie nie będą już tkali jak kiedyś. Tego nigdy nie odnowisz. Już nie ma takiej potrzeby, nie ma tkania płacht. To jest moje hobby. Pytają mnie czasem: dlaczego ty tkasz do szafy i tam składasz? A ja jestem tak nauczony, że u nas w domu 80-90 płacht ma być w szafie i tyle.
Anka: Porządny dom!
Eugeniusz: Jak kiedyś u babci: używam, żeby zaścielić na łóżko. Lubię zamiast jakiegoś koca rzucić na łóżko. Mam narzutę na huśtawce, na podwórku też sobie wolę zaścielić taką narzutą. Nawet moje zwierzaki, pies i kotki, doceniają ręczne tkaniny. Szczególnie z wełny! Zapach im się podoba, i też jest coś innego w tej tkaninie. Więc ktoś docenia, ktoś nie docenia… Nawet w czasach, kiedy ubrania i tkaniny są tak dostępne i tak tanie, tak jest tego dużo. Cieszę się, że przynajmniej to tkactwo się zachowa. Są wielbiciele tej tkaniny, amatorzy tkactwa i to przechowają. Może czasy się zmienią i ta ręczna praca będzie doceniona i kontynuowana. Chodzi o to, żeby to przechować; nie chodzi o to, żeby to rozpowszechnić na wszelkie tory. Ale fajnie, że ludzie wiedzą, jak to się robiło, że można samemu takie coś stworzyć.
Anka: Czy uważasz, że jest sens uczyć się tradycyjnych technik tkackich?
Eugeniusz: Pzede wszystkim: komu co się podoba. Ktoś woli nowoczesny sprzęt i nowoczesne sploty – tego w żaden sposób nie zmienisz, nie narzucisz na siłę. Ale, w odróżnieniu od współczesnej tkaniny, tkanina ludowa ma charakter. Można, patrząc na nią, określić, skąd pochodzi. Techniki ludowe są unikatowe, uważam, że mogą urozmaicić współczesne tkactwo swoim bogactwem. No i dodać charakteru! Przynajmniej będzie wiadomo, że to polskie . A nie kolejna praca z ogólnodostępnej literatury anglojęzycznej. Ale jeszcze raz powtórzę: co kto woli!
Anka: A jeśli chodzi o projektowanie: czy korzystasz z jakiegoś oprogramowania, czy na kratkówce rozrysowujesz?
Eugeniusz: Robię normalnie na kratkówce. Szkic robię, na papierze w kratkę. I później kształty sobie dorobię. Tak zawsze robię na dwuosnowówkę.
Anka: Zawsze ręcznie?
Eugeniusz: Programy można kupić. Wszystko tak samo jak pod wielonicielnicówkę można doliczyć. Na przykład kiedyś jak te chustowe tkaniny tkałem: tam fajnie się to sprawdza, bo jest splot, wymyślisz i zaplanujesz. Ale jak teraz zajmuję się odtwarzaniem tych ludowych wzorów, to czasami zdjęcie cyknę. Spojrzę na obrazek czy tkaninę i tak sobie projektuję. Jeżeli mam projektować wzorną, to matematyka: siadasz i liczysz. Wyszukujesz raport, rozpisujesz, i matematyka. Liczysz i tyle. Oczywiście fajnie, jak można w programach zobaczyć ilość przerzutów i wszystko… Ale ja jednak chyba… Mi daje satysfakcję na przykład coś na papierze rozrysować. I dogrzebać się. A często przerzuty i deptanie już w trakcie tkania wychodzą, w praniu. Czy grubszy wątek, czy nawet dwie tkaniny o podobnym kształcie, ale na przykład w jednej będzie dziesięć przerzutów, a w drugiej tylko osiem. Dobieram to do materiałów. Jeszcze na Białorusi rozmawiałem z tkaczkami, one dwuosnowówkę tkają. Mówią, że czasami na przykład dwa razy trzeba przerzucić, a czasami i trzy razy musiały przerzucać i dobierać. Oczywiście to jest komplikacja, bo strony łatwo później pomylić. Łatwiej jest parzyście, ale czasami musi być nieparzystość. Wtedy jest komplikacja, bo zawsze z prawej zaczynasz; a to raz z prawej, raz z lewej i się nie pomyl!
Anka: Czy wolisz być nazywany artystą, tkaczem, tkaczem ludowym, rzemieślnikiem? Jak chciałbyś, żeby o Tobie tak mówiono?
Eugeniusz: Na pewno nie uważam siebie za artystę. Na pewno, bo nie mam takiego stanu umysłu. Mam znajomych artystów i wiem, jak to wygląda. Lubię odtwarzać, coś tam projektować i coś tam wymyślać. Raczej wolę siebie nazywać tkaczem, ludowym nawet. Bardzo dużo rzeczy robiłem nie–ludowych, przez wiele lat, na zamówienie. Ale moim hobby jest tkactwo ludowe. A to, co kiedyś robiłem na zamówienie, te współczesne rzeczy, to było moją pracą. Więc pracowałem. Może będzie tak, że będę chciał być artystą, coś tworzyć… Ale w tej chwili staram się opowiedzieć, powielić opowieści, przekazać mądrości ludowego tkactwa. Żeby to nie zginęło. Teraz wszystko się robi podobnie, niestety. Kiedyś, za co podziwiam ludowe tkanie, gdzieś wjeżdżasz, i wiesz: ubrania czy płachty z tego regionu. Wiesz, że to z innego regionu płachta, nawet pasiak zwykły etnografowie mogą określić. W tej chwili wszystko się zrobiło podobne.
Niestety, pokolenie tkaczek, takich prawdziwych, ludowych, już odeszło. Już ich nie ma – pojedyncze osoby zostały. I niestety z powodu wieku czy stanu zdrowia nie mogą już współpracować, pogadać. Przede wszystkim, jeżeli się w tym nie kręciłeś, to się nie dogadasz. Mają gwarowe nazewnictwo. Czasami siadam, żeby pogadać, i na przykład wymienię pięć nazw jednej części krosna, żeby trafić w tą, jak u nich się mówiło.
Niosę to i chcę pokazać: to, co kiedyś dla mnie wydawało się ludowe, brzydkie, wieśniackie… Ile w tym jest piękności, ile w tym mądrości pokoleń! Dlaczego brali taki kolor, taki splot? Bo to się sprawdzało w tym użytku! Na przykład babcia mówiła, że prześcieradło miało być splotem płóciennym, ale już poszewka na poduszkę miała być w jodełki – nie przecierało się tak pod głową. I było przyjemniejsze do ciała, do twarzy, czyli tak nie drapało, bo było gładkie. To wszystko było bardzo, bardzo użyteczne.
Anka: Jaka jest cecha określająca dobrego tkacza? I, jeśli jej nie ma, nie da się być dobrym tkaczem?
Eugeniusz: Na swojej drodze spotkałem trochę ludzi, którzy zajmują się tkactwem. Trochę prowadziłem warsztatów, uczyłem… I to mi się podoba, że każdy jest inny. Ktoś jest szybki, ale niedokładny – też wychodzą fajne rzeczy. Ktoś jest powolny, marudny. Nie trzeba tej osoby gonić; jest dokładna, też coś stworzy! Ktoś dobije mocno, ktoś tka rzadko, i ten sam wzór wychodzi inaczej. To jak charakter pisma, charakter w każdym człowieku. Więc nie mogę określić, że ktoś jest dobry a ktoś zły. Dlaczego kiedyś wszyscy na kleszczkach nie tkali? Wymyślili czółenko, żeby szybciej było, a nie zdają sobie sprawy, że tak jest wygodniej. U mnie na przykład była uczennica: czy kleszczką, czy czółenkiem, to samo tempo, nie dało się przyspieszyć. Jest taka powolna, a ja muszę to uszanować. Tworzy i to jest jej rytm, nie musi gonić, nie musi lecieć. Więc nie wiem… Mi się wydaje, że przede wszystkim trzeba tworzyć z sercem, z duszą.
Anka: I nieważne, czy jesteś…
Eugeniusz: … czy jesteś artystą, czy jesteś tkaczem. Jeżeli tworzysz z sercem, każdy, kto zajmuje się tkaniem, w jakimś stopniu jest artystą. Nawet jak będzie chciał odtworzyć tkaninę, to chociażby kolorystyka taka sama nie wyjdzie. Wyjdzie inaczej, bo ma na przykład inne dobicie. Każdy inaczej kolory odbiera: komuś taki zielony, komuś to zupełnie inny zielony wygląda. Więc każdy w swoim takim małym sensie jest też artystą.
Anka: Ostatnie pytanie: co jest najfajniejsze w tkaniu?
Eugeniusz: Wydaje mi się, że w jakimś stopniu nigdy nie wiesz, co wyjdzie na końcu: ta niespodzianka. Zakładasz to, zakładasz to… Dzisiaj się wydaje brzydka ta tkanina, później zdejmiesz z krosna – nie taka wcale brzydka! Ktoś pochwali, a inny się zadziwia, jaka ta resztkowa tkanina: Boże, jakie kolorystyczne rozwiązanie! A ja tak byłem nastawiony: że to resztkowe, tylko rzucę na huśtawkę, żeby pies poleżał. A to wyszło dzieło sztuki. Nigdy nie wiesz do końca, co wyjdzie, i nie jest tak, jak zaplanujesz!
Eugeniusz Markiewicz urodził się 16 czerwca 1991 roku w mieście Lida na Białorusi. Tkactwem i przędzeniem zajmuje się od 10. roku życia. Kontynuuje tradycje tkackie Polaków z Kresów – Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny.
Uczył się od ludowych tkaczek: Bronisławy Oleferowicz (ur. 1924), Leokadii Markiewicz (z domu Puczko, ur. 1934), Heleny Grażyńskiej (ur. 1926), Anny Tuczkowskiej (ur. 1926) oraz Stanisławy Michno (ur. 1932).
Eugeniusz pracuje w technikach broszowania, tkaniny wielonicielnicowej, pereborów oraz tkaniny wybieranej. Po raz pierwszy tkaninę dwuosnowową poznał w 2012 roku od Jadwigi Rajskiej, uczennicy Marii Bełakoz, znanej tkaczki dwuosnowowej „podwójnych dywanów”.
Jego pierwsza duża praca i udział w konkursie miały miejsce w Janowie w 2022 roku, gdzie otrzymał wyróżnienie. Drugi udział w konkursie w 2023 roku przyniósł mu pierwszą nagrodę. W swoich pracach często wykorzystuje ręcznie przędzone nici.




