Anka Dobrzyn: Karolina, jakie tradycyjne techniki znasz i lubisz najbardziej?
Karolina Radulska: Tkałam wielonicielnicową, tkałam chodniki, no i tkałam dwuosnowówkę. I to jest moja ulubiona technika tkacka. I to zawsze podkreślam. I jest najpiękniejszą techniką!
Anka: To było proste pytanie i krótka, szybka odpowiedź! A druga, w kolejności?
Karolina: Technika? Ciężko powiedzieć. Ciężko, bo na przykład: wielonicielnicowa fajnie, ale to nie jest to. Nie da się na tym aż tak wykazać, jak na przykład w dwuosnowowej. Zakodowane jest wszystko w nicielnicach i to troszeczkę możesz zmodyfikować… Teraz pewnie są trochę inne możliwości, komputerowe. Ja z tego nie korzystam, cały czas robię tradycyjnie, czyli przenoszę prosto z głowy, nie rozpisuję żadnego wzoru. I wtedy to jest dopiero efekt!

Anka: Ciężko się z Tobą nie zgodzić. Na pytanie, która z tych technik jest Twoim zdaniem najtrudniejsza, też już odpowiedziałaś…
Karolina: To nawet nie chodzi tylko o moją opinię, co takich starszych tkaczek. Mówiły, odkąd ja zaczęłam się uczyć tkać, że jeśli znasz dwuosnowówkę, to znasz wszystkie techniki tkackie. I jak prowadzę warsztaty – a miałam na warsztatach dziewczyny, które były na różnych technikach tkackich – to podkreślają, że dwusnowówka jest najtrudniejsza. Wcześniej słyszałam, że perebory są takie trochę trudne, ale…
Anka: Bo też wybierane.
Karolina: Też wybierane, ale trochę inaczej. Tam możesz sobie rozpisać wzór, te kosteczki, więc trochę to inaczej wygląda… Dwuosnowówka jest najtrudniejsza!
Anka: Zajmujesz się tradycyjnym tkaniem tradycyjnych motywów, prawda?
Karolina: Przede wszystkim.
Anka: Ale ta druga strona też mnie interesuje: jeśli już się bierzesz za tradycyjne motywy, to czy przy nich trochę majstrujesz?
Karolina: Jeśli chodzi o technikę dwuosnowową, to jest tak, że się nie da tego jeden do jednego powtórzyć. Nawet jeśli się tka taką samą tkaninę, to i tak jeden do jednego tego się nie powtórzy. Ona trochę się zmienia: możesz mieć inną ilość nitek na tą samą szerokość, bo to zależy od grubości nitki, i tak dalej… Więc za każdym razem trochę to zmieniasz. No i trochę jest taki instynkt twórcy, że nie chcesz cały czas tego samego powtarzać!
Anka: Odtwarzać po prostu.
Karolina: Odtwarzać! Chcesz to trochę zmienić! Nawet jeśli robisz tradycyjny wzór, to i tak trochę się dodaje coś od siebie. A już nie mówiąc o sytuacji, kiedy próbujesz zrobić coś, czego na tkaninie w ogóle nigdy nie było! Jak te gry, ten cykl, który u mnie powstał.
Anka: Mi się to bardzo podoba: jak się poznałyśmy, powiedziałaś, że jesteś pierwszą osobą na świecie, która w tkaninie dwuosnowowej wytkała wieloryba.
Karolina: A, to prawda. Chyba, że ktoś jest inny, ale o tym nie wiem!
Anka: To jest też piękne w tradycyjnej technice, że masz podstawę, ale możesz mimo wszystko zrobić coś i być w jakimś miejscu jako pierwsza, prawda? A czy uważasz, że jest sens uczyć się tradycyjnych technik?
Karolina: Oczywiście. Podstawy musisz i tak znać. Możesz z nimi zrobić, co chcesz, możesz przerabiać je, jak chcesz, możesz używać materiałów, jakich chcesz… Ale bez podstaw, czyli bez tradycyjnej techniki, to tak naprawdę nic nie zrobisz.
Anka: Czy uważasz, że to się jeszcze podoba? Te tradycyjne techniki, tradycyjne wzory? Czy to już jest niemodne i archaiczne?
Karolina: Ze swojej perspektywy widzę, że mam cały czas zamówienia. Na to się nastawiam i zakładam, że to się ludziom podoba. Pewnie jest tak, że trzeba dotrzeć do odpowiednich ludzi, że dla jednych ludzi spodoba się tradycyjna technika, tradycyjne wzornictwo. Dla innych, powiedzmy, tradycyjna technika, ale już nowoczesne wzornictwo. Wszystko zależy, do kogo trafiamy. To nie jest też tak, że sobie sama wyznaczam, że robię tylko tradycyjne rzeczy, bo zależy mi na osobach, które tylko to odbierają. Gdyby tak było, to bym nie nawiązywała współpracy z projektantami, nie próbowała robić czegoś nowego w tej tkaninie, nie pokazywała czegoś innego.
Anka: Tak, ale był taki moment, całkiem niedawno, kiedy tkaniny postrzegane jako tak zwane ludowe, uważano za kiczowate. Za przeżytek.
Karolina: Tak, a już na pewno na naszym terenie tak było, bo wszyscy takie tkaniny mieli.
Anka: A teraz to wraca, prawda?
Karolina: Zaczynałam tkać czternaście lat temu. Wtedy wszyscy mi mówili: po co ty w ogóle w to wchodzisz? No nie ma sensu. Co to za głupi pomysł…? A teraz od pięciu lat możesz sama zobaczyć, biorąc pod uwagę tylko tkactwo, jak to się mocno rozwinęło. Jak dużo osób się w to zaangażowało, ile powstaje nowych pracowni, nowych warsztatów. Ludzie szukają czegoś, co jest nasze. Nie gdzieś tam z zagranicy, jakiegoś tam rękodzieła, czy nawet niekoniecznie rękodzieła… Chodzi o nasze, to, co tu powstawało. Żeby to poznać.
Anka: Żeby przywrócić to do życia.
Karolina: I kontynuować. Ludzie chyba po prostu do tego dorastają. To takie pokolenie moich rodziców, które w dużej części wyszło ze wsi do miasta, bo tam była praca, i tak dalej… Dla nich wszystko, co związało się z wsią, to było fu, fe, niefajne, i w ogóle takie obciachowe. A teraz ich dzieci albo wnukowie tego szukają.
Anka: Zgadzam się z Tobą! A teraz pytanie, na które też już wcześniej odpowiedziałaś: czy korzystasz z komputera do tworzenia wzorów?
Karolina: Nie.
Anka: Cały czas kratkówka i rysujesz to wszystko?
Karolina: Nie, w ogóle nic nie rysuję. Wszystko przenoszę prosto z głowy. Nic.
Anka: A jak przyjdzie Ci coś odtworzyć?
Karolina: Odtworzyć pracę, którą już tkałam? Identycznie to i tak nie zrobię. Ale to tak: pokazuję swoją pracę, i ktoś mi mówi, że coś takiego podobnego ma być. I będzie, ale na pewno nieidentycznego! Ale też czasem, jak się tka stare wzory, to można ze starych tkanin odtwarzać, albo ze zdjęcia. Ale to nie tak, że jest rozrysowane na kartce. Kiedyś jeden raz rozrysowałam dywan na kartce, tak mniej więcej. I połowa rzeczy mi się nie zmieściła! Więc pomyślałam, że bez sensu. Takie szkice czasem rysuję, co bym chciała na dywanie zrobić. Tak mniej więcej, że tu będzie na przykład rzeka, tu będzie młyn…
Anka: A czy uważasz, że każdy może tkać? Czy każdy może być tkaczką czy tkaczem?
Karolina: Na pewno każdy może spróbować, ale nie każdemu musi się to spodobać. I to chyba jest tak, że… to trzeba polubić. To trzeba lubić robić, bo do tego nie możesz się zmuszać. Jeśli dywan robisz tylko dlatego, że jest teraz taki czas i da się go sprzedać, to i tak to w końcu cię to zmęczy na tyle, że nie będziesz chciała tego robić. Musisz to po prostu polubić.
Anka: A jest jakaś cecha, która sprawia, że ktoś zostanie dobrym tkaczem czy dobrą tkaczką? Czy myślisz, że to jest kwestia charakteru?
Karolina: Nie wiem, czy to można nazwać charakterem, ale na pewno tkanie uczy cierpliwości. Więc zakładam, że to powinna być osoba, która jest w miarę cierpliwa. Ale nie musi być cierpliwa aż na tyle, żeby cały dzień siedzieć przy krośnie. Może usiąść sobie na godzinę, i to jej sprawia przyjemność, jak coś wytka. Zależy o jakim tkaczu mówimy, czy takim hobbystycznym, który sobie zrobi jedną rzecz, czy o takim, który ma po prostu tkać i z tego też się utrzymywać!
Anka: A jak sobie myślisz o sobie, jak się przedstawiasz, to co byś chciała, żeby było po myślniku? Że jesteś tkaczką, artystką, rzemieślniczką, nauczycielką, twórczynią ludową?
Karolina: Chyba się przedstawiam jako tkaczka, jako twórczyni ludowa, no i od jakiegoś czasu jako edukatorka. Przede wszystkim jako tkaczka. Albo tkaczka kontynuująca tradycje pokoleniowe.
Anka: No tak, przecież twoja babcia też tkała, prawda?
Karolina: Babcia i wcześniejsze pokolenie. Tu mamy taką rozpiskę.
Anka: Tkackie DNA!
Karolina: Robiłyśmy projekt z Justyną, moją siostrą, mistrza tradycji – ona się uczyła tkać. Robiliśmy takie podsumowanie, ile osób z naszej rodziny tkało. Wychodzi trzynaście osób, które tkały dwuosnowówkę. Większość z nich współpracowała z profesor Plutyńską. Więc trochę tych osób jest!
Anka: Wpisane w DNA, rzeczywiście! Dwa ostatnie pytania, jedno związane z drugim. Pierwsze: co jest najfajniejsze w tkaniu? A drugie: co jest najgorsze w tkaniu?
Karolina: Najfajniejsze w tkaniu jest to uczucie, kiedy możesz stworzyć coś swojego, pokazać swoje myśli; to, co właśnie masz w głowie. Pokazać to na tkaninie i wykazać się trochę. Pokazać, co umiesz. Tym bardziej, że niewiele osób to potrafi!
Anka: Jest w tym prestiż, ale wiesz też, że niewiele osób rozumie, jak ogromny to jest wkład. Dopóki nie trafią do Izby Tkactwa Dwuosnowowego, na przykład, albo do Ciebie do krosna i zobaczą…
Karolina: Tak, dlatego właśnie, jak gdzieś jedziemy, to z krosnami. Żeby ludzie mogli zobaczyć, a najlepiej usiąść do krosna. Jak usiądą i zaczną tkać, uczyć się dwuosnowówki, to dopiero doceniają, co to jest za technika. Albo jak po prostu zobaczą, jak te krosna działają. Że to nie jest takie proste; jak widzimy konika czy pieska, że to nie powstało tak po prostu…
Anka: A najgorsze?
Karolina: Co jest najgorsze w tkaniu? Nie wiem.
Anka: Jak się zerwie nić osnowy, przecież!
Karolina: Faktycznie, jeśli chodzi o techniczne sprawy, to oczywiście, że jak masz słabą osnowę, to jest tragedia. Ale żeby nie myśleć o technicznych sprawach, to chyba nie ma nic złego w tkaniu!
Karolina Radulska tworzy tkaniny dwuosnowowe.
Urodziła się w rodzinie tkackiej i od najmłodszych lat obserwowała twórczą pracę swojej babci, Aurelii Majewskiej, znanej tkaczki współpracującej m.in. z prof. Eleonorą Plutyńską i Barbarą Hulanicką. W 2013 roku nauczyła się tkać techniką dwuosnowową od swojej teściowej, Danuty Radulskiej, również utytułowanej tkaczki. Obecnie jest najmłodszą członkinią janowskiego ośrodka tkackiego, starając się nie dopuścić do zaginięcia rodzinnych tradycji.
Jej tkaniny dwuosnowowe powstają z naturalnej przędzy wełnianej na tradycyjnych drewnianych warsztatach, przy użyciu dwóch osnów i dwóch wątków. Są to dekoracyjne dywany i makatki, nazywane tkaninami janowskimi, łączące tradycyjne wzory z nowoczesnym designem. Początki janowskiego tkactwa dwuosnowowego sięgają połowy XIX wieku.
Od 2013 roku Karolina bierze udział w konkursach tkaniny dwuosnowowej, zdobywając liczne nagrody. Jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych i muzealnych w Białymstoku, Łodzi i Janowie, a także są prezentowane za granicą, m.in. na Szetlandach (Wielka Brytania) i w Japonii, dzięki współpracy z Dorotą Rychlik i Izumi Fujitą.
Współpracowała także z polskim projektantem Tomaszem Koszewnikiem przy wystawie „Force Field” w Giudecca w Wenecji (2019) oraz z dr Elizą Proszczuk z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie; tkaniny powstałe w ramach tej współpracy były prezentowane w ASP Gdańsk oraz warszawskich galeriach, m.in. Fundación Bacalarte i Galerii Arsenał.
Karolina była wielokrotnie stypendystką, m.in. Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi oraz Marszałka Województwa Podlaskiego. Prowadzi warsztaty w Centrum Rękodzieła Ludowego w Niemczynie, w Izbie Tkactwa Dwuosnowowego w Janowie oraz w innych miejscach. Obecnie pracuje jako specjalistka ds. twórczości ludowej w Podlaskim Instytucie Kultury.
Od 2014 roku należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych i jest członkinią zarządu oddziału białostockiego.




