Anka: Kolorki się zmieniają trochę zaskakująco!

Kasia: Tak, w tej dwuosnowowej tkaninie użyłam trzech kolorów – w osnowie widzimy biały, pomarańczowy i zielony. Tak samo wątek występuje w trzech barwach. Wzór jest tu całkowicie zakodowany na krośnie; to dwuosnowówka wytkana na 24 nicielnicach.

Anka: Czyli niewybierana.

Kasia: Nie, nie jest wybierana. Tutaj widać, że ona rozdziela się na pół. Za tę pracę otrzymałam w tamtym roku wyróżnienie w Kujawsko-Pomorskim Centrum Kultury.

Anka: Wspaniale!

Kasia: Zaczęłam to tkać z myślą o chodniku, ale ktoś zapytał: „Co ty, chodnik z tego robisz?”. Gdy przybito mi do tej tkaniny deseczkę, tak już została – siedzi i czeka na swoją kolej jako praca pokazowa na wystawę. Dwuosnowówka jest dla mnie najtrudniejsza głównie dlatego, że nigdy nie miałam dość czasu, by w pełni się jej poświęcić. Niemniej każda technika wymaga dokładności i precyzji. Jak już zrozumie się zasadę, to praca idzie prosto.

Anka: Korzystasz ze starych wzorów, odtwarzasz je?

Kasia: Tak.

Anka: A czy zdarza ci się nie tylko je odtwarzać, ale też przerabiać, unowocześniać?

Kasia: Jak najbardziej. W tamtym roku otrzymałam stypendium Prezydenta Miasta Białegostoku na projekt pt. „Studia nad unowocześnieniem tkaniny ludowej”. Polegał on na tym, że w Podlaskim Muzeum Kultury Ludowej wybrałam ponad sześć tkanin, przygotowałam dla nich raporty tkackie i stworzyłam własne interpretacje.

Jedną z prac powstałych w ramach stypendium jest ten szal. Reszta to tkane obrazy: wzór z tkaniny ludowej został powiększony i wytkany nową przędzą. Użyłam też innego rodzaju lnu – dawniej len był ręcznie przędziony i miał inną charakterystykę. Skorzystałam z tego, co jest obecnie dostępne na rynku, tworząc osiem obrazów. Wspomniany szal to wzór z tkaniny na szesnaście nicielnic, która pierwotnie była wełnianą kapą, narzutą na łóżko. Odczytałam ten wzór i, co mnie zdziwiło, okazało się, że to splot adamaszkowy. Na Podlasiu sto lat temu kobiety tkały adamaszek na 16 nicielnicach! Zastosowałam inną przędzę i kolorystykę – to właśnie jest moje studium nad unowocześnianiem.

Anka: I robi się fenomenalnie nowoczesne!

Kasia: Tak, sam wzór jest świetny, taki geometryczny. Pozostawiłam go w skali jeden do jednego, w ogóle nie był przerobiony – dokładnie tak ta tkanina wyglądała pierwotnie.

Anka: Czy nadal ma sens uczenie się tradycyjnych technik?

Kasia: Oczywiście. Dla mnie to przede wszystkim sposób na zachowanie dziedzictwa narodowego i naszej kultury. Niektórzy zapominają o swoich korzeniach i tracą poczucie przynależności do ziemi. Prowadząc warsztaty, widzę, że ludzie często nie spodziewają się, iż tkanie to tak żmudna i pracochłonna rzecz. Niektóre kobiety mówią: „Dopiero teraz rozumiem, ile czasu moja babcia musiała poświęcić, żeby to wytkać, jakie to było trudne i ciężkie”. Dla mnie to nasza tradycja, którą musimy pielęgnować. W latach 70. i 80. te dywany czy kapy kojarzyły się z „wiochą”. Ludzie wyrzucali je lub palili jako niemodne, bo marzyli o tkaninach fabrycznych. Chcieli czegoś nowoczesnego, bo tradycyjne wzory po prostu im się opatrzyły.

Anka: Opatrzyło się.

Kasia: Tak, a teraz obserwujemy powrót do tradycji. Ludzie szukają naturalnej przędzy i rękodzieła. Może nie mamy już wozów, na które moglibyśmy rzucać narzuty, ale wyobrażam sobie, że ktoś położy taką tkaninę w samochodzie.

Anka: W luksusowym aucie, to by dodawało szybkości!

Kasia: Mój brat zażartował kiedyś: „Słuchaj, może wytkałabyś mi do samochodu pokrowce na fotele?”. Odpowiedziałam, że jak będę miała czas, to spróbuję! Zainteresowanie rośnie, bo o tkaninach znowu się mówi. Gdybyśmy milczeli, ludzie by o nich zapomnieli. Trzeba pokazywać nowe formy zastosowania – jak te pokrowce, kosmetyczki czy poduszki. To mniejsze rzeczy, które przyciągają uwagę na jarmarkach i festynach. Ludzie biorą je do ręki i mówią z sentymentem: „Ojej, takie narzuty były u mojej babci, jakie to ładne!”.

Anka: Sentyment w nas się odzywa.

Kasia: Prawda? Ludziom zaczyna się to podobać, więc podtrzymywanie tej tradycji jest niezbędne. Przecież dawniej w każdym domu na wsi były krosna. Kobiety rozstawiały je po Bożym Narodzeniu i tkały aż do Wielkiej Nocy. Krosna „stukały” w każdym gospodarstwie. Dzisiaj tego nie ma, ale możemy tkać non stop, nawet jeśli nie jest to nasze główne źródło utrzymania. To nasza tradycja i musimy ją kontynuować.

Anka: Odpowiedziałaś już na moje kolejne pytanie, które brzmiało: czy to się jeszcze podoba? Te tradycyjne techniki?

Kasia: Podoba się. Może nie wszystkim, ale coraz więcej osób patrzy na to z uśmiechem i docenia ten fach. Chcą posiadać choćby małą formę rękodzieła. Nie mówiąc już o nowoczesnym tkactwie, jak moje szale – fajnie mieć coś unikatowego, czego nie mają koleżanki.

Anka: Zgadza się! Czy korzystasz z komputera do tworzenia wzorów?

Kasia: Jak najbardziej. To szybka forma, która daje duże możliwości modyfikacji wzorów oraz wizualizacji. Gdy odczytuję wzory z tkanin ludowych, od razu widzę, czy robię to poprawnie.

Anka: Łatwo jest sprawdzić.

Kasia: Łatwo sprawdzić, zapisać i wrócić do projektu w każdej chwili. Pozwala to na stworzenie własnego cyfrowego archiwum.

Anka: To jest cenne! A nie w tych pogubionych zeszytach i na tych karteluszkach…

Kasia: Dokładnie. Właściwie w tym celu założyłam stronę radziuszka.pl. Opisałam tam zrealizowane stypendia i udostępniłam raporty tkackie. Można z nich korzystać, drukować je i tkać.

Anka: Czy masz jakieś oprogramowanie konkretne, które jesteś w stanie polecić? Do wielonicielnicówki?

Kasia: Korzystam z programu Fiberworks. Patrząc na to okiem informatyka, interfejs jest już nieco przestarzały i program ma swoje błędy, o których trzeba wiedzieć, ale ogólnie jest w porządku.

Anka: Da się przyzwyczaić?

Kasia: Tak, przyzwyczaiłam się. Cenowo też nie jest wygórowany. Powstają też nowe narzędzia – mam na telefonie aplikację, dzięki której mogę projektować wzory nawet w podróży pociągiem.

Anka: A czy twoim zdaniem jest jakaś cecha, która określa dobrego tkacza/tkaczkę? A jeśli jej nie mamy, to jesteśmy skazani na porażkę przy krośnie?

Kasia: Mówi się, że dobra tkaczka powinna umieć wytkać wszystko, ale uważam, że warto się specjalizować w konkretnej technice. Najważniejsza jest jakość – dobra tkaczka tworzy tkaniny ładne i równe. Kolorystyka i wzornictwo to często kwestia gustu klienta, ale technika musi być nienaganna. Twórca ludowy musi być przede wszystkim dobrym rzemieślnikiem, nawet jeśli tworzy autorskie projekty.

Anka: A czy każdy może być tkaczem albo tkaczką?

Kasia: Myślę, że nie każdy to czuje. Często ludziom brakuje cierpliwości. Gdy siadają do krosna, szybko orientują się, że to nie dla nich, choć nadal podziwiają gotowe prace.

Anka: Może musi być tkacz, i musi być kupiec, któremu tkanina podoba. I który doceni, ale niekoniecznie musi się rzucać, żeby samemu to robić.

Kasia: Obecnie na tkactwo nie musimy patrzeć wyłącznie komercyjnie. Można tkać „do kufra”, dla własnej przyjemności lub na prezenty. Ale zdecydowanie nie każdy ma do tego powołanie. Rozmawiałam z wieloma tkaczkami i one często mówią: „Po prostu poczułam, że chcę to robić”. To rodzaj powołania.

Anka: Natrafiłam na ciekawe materiały w Internecie, o ludziach, którzy są z różnymi niedyspozycjami fizycznymi… Pomyślałam, że te kwestie fizyczne nie są absolutnie żadną przeszkodą. Utrudniają, owszem.

Kasia: Jeśli ktoś naprawdę chce, pokona bariery, nawet te związane ze wzrokiem. Sama widzę coraz gorzej, ale paradoksalnie tkanie pomogło mi na inne dolegliwości. Miałam straszne problemy z kręgosłupem szyjnym, a specyficzny ruch przy dobijaniu i przerzucaniu wątku sprawił, że bóle minęły. To zupełnie inna praca mięśni niż przy komputerze. Tkanie mnie po prostu „rozruszało” i uzdrowiło.

Anka: O proszę! A jak chciałbyś być nazywana? (…) Jak widzisz swoje imię i nazwisko, to co byś chciała, żeby było po myślniku?

Kasia: To trudne pytanie. Nie potrafię jednoznacznie zakwalifikować się do konkretnej grupy. Nie czuję się artystką, choć uwielbiam sam proces projektowania i puszczania wodzy fantazji. Chciałabym identyfikować się z grupą tkaczy, ale mam w sobie dużo pokory wobec tego rzemiosła. Tkaczka? Twórczyni ludowa? Po prostu tkam, bo to kocham, i nie wiem, co mogłoby stać po tym myślniku.

Anka: Dwa ostatnie pytania. Pierwsze: co jest najfajniejsze w tkaniu?

Kasia: Najfajniejszy jest proces wymyślania i projektowania – to, co rodzi się w głowie przy dobieraniu przędzy i kolorów. Kiedyś lubiłam samo tkanie, teraz momentami bywa ono nużące, ale wciąż daje mi ogromne uspokojenie. Przy słuchaniu audiobooków mam czas tylko dla siebie i dla tkaniny. Jednak największą frajdę sprawia mi moment odcinania gotowej tkaniny z krosna.

Anka: Na to czekałam!

Kasia: Tak, to zakończenie projektu, które od razu otwiera w głowie miejsce na kolejny!

Anka: A drugie pytanie, dla równowagi: a najgorsze co jest w tkaniu?

Kasia: Bez wątpienia poprawianie błędów. Gdy zauważysz pomyłkę w osnowie, zwłaszcza na samym środku, bierze cię prawdziwy „nerw”. Czujesz wtedy, że straciłaś kilka godzin lub cały dzień pracy. No i nie cierpię dorabiania nicielnic. To są te niefajne momenty, które po prostu trzeba zaakceptować.

Katarzyna Daniewicz zajmuje się tkactwem od 2020 roku, łącząc szacunek do podlaskiej tradycji z nowoczesnym podejściem do projektowania. Specjalizuje się w tradycyjnych tkaninach Podlasia, takich jak radziuszka, perebor i sejpak, oraz w nowoczesnych formach użytkowych. Pracuje na krosnach 4, 8 i 24-nicielnicowych, tworząc autorskie raporty i wzory inspirowane dawnymi technikami.

Jej prace były wielokrotnie nagradzane, m.in. w Przygranicznym Konkursie Tkackim, Ogólnopolskim Konkursie na Radziuszkę oraz konkursie „Jawor – u źródeł kultury”. Współpracowała z muzeami i instytucjami kultury przy projektach stypendialnych, w tym nad reinterpretacją zbiorów Muzeum Kultury Ludowej i stworzeniem stałej ekspozycji radziuszek w Centrum Rękodzieła Ludowego w Niemczynie. Reprezentowała polskie tkactwo na Expo 2025 w Osace.

Katarzyna prowadzi warsztaty tkania szali z wełny merynosów, współtworzy grupę #tkamy promującą współczesne oblicze rękodzieła i jest autorką serwisów strefatkania.org oraz radziuszka.pl. Współautorka książki „Radziuszka – wzory i technika”, w której opracowała raporty tkackie na podstawie archiwalnych materiałów. Jej tkaniny były prezentowane na licznych wystawach w Polsce, m.in. w Bydgoszczy, Wasilkowie, Białymstoku i Sokółce.